"Nie ma juz slonca i deszczu bez Ciebie, czekam tej chwili gdy spotkam Cię w niebie."Rozdział VIZwyczajowo, po lekcjach, szła do pawilonu muzycznego, kiedy po drodze spotkała swojego porannego wybawiciela. Szedł, z posępną, wręcz przygnębioną miną. Wyglądał tak, jakby stało się coś okropnego.-Witaj, Itachi-senpai…- zagaiła. Przystanął i popatrzył na nią. Jego mina od razu nabrała wyrazu. -Witaj, Sakura. Dlaczego tutaj idziesz? Czyżbyś wybierała się poćwiczyć? -Tak. Gram na skrzypcach, więc korzystam z okazji i przychodzę tutaj po lekcjach. -Ja też gram na skrzypcach. Mógłbym posłuchać twojej muzyki? -Teraz? -Jeżeli nie byłoby to dla ciebie peszące.- miał nadzieję, że się zgodzi. Chciał się w ten sposób jakoś zmobilizować do wyjścia ze smutnego nastroju. -Dobrze, Senpai, ale pod warunkiem, że powiesz, co cię trapi. -Najpierw muzyka. Chodź, póki jeszcze uczniowie z muzycznego oddziału nie zajęli sal. -Jak to? Myślałam, że uczniowie nie korzystają z sal po lekcjach. Nikogo nie spotkałam przez ostatnie dni. -To pewnie dlatego, że korzystasz z sal na piętrze. My, utalentowani często jesteśmy leniami i nie chce nam się tam wchodzić. -To prawda, korzystałam z sal górnych. Więc, chodźmy. Rozstawiła pulpit, wyciągnęła nuty, przygotowała skrzypce. Zaczęła grać. Był ot utwór „Ave Maria”. Uwielbiała go. To on trzymał ją w ciężkich chwilach. Motywował. Przysłuchiwał się uważnie każdemu z dźwięków. Musiał przyznać, że była niesamowita. „Sakuro, jesteś taka delikatna i pełna dobroci. Czy to możliwe, że w końcu cię znaleźliśmy?”-myślał, coraz bardziej zatapiając się w jej muzyce. -Teraz Senpai, powiesz mi, co się stało.- nawet nie zauważył, przez te rozmyślania, że przestała grać. -To naprawdę nic takiego. Po prostu szukam kogoś już długi czas, a dalej nie mogę trafić na chociażby najmniejszy ślad tej osoby. -Czy ta osoba jest ci bliska, Senpai? -Nie tylko mi. Teraz jednak powraca mi nadzieja. Myślę, że jestem już bliżej tego kogoś niż mi się wydaje.- wstał i podszedł do niej na tyle blisko, że zrobiło się jej niezręcznie. Mimo to, nie odsunęła się. Schylił się nad jej uchem. -Dziękuję, Sakura-chan. Bardzo mi pomogłaś.- wyszeptał. Przeszły ją dreszcze. Czuła, że jego oddech muska jej szyję. -Itachi-senpai… nie masz za co dziękować.- odsunęła się od niego. On posłał jej życzliwy uśmiech. -Przepraszam cię za moje zuchwałe zachowanie. -Która to godzina? Jejku, już 16.30? przepraszam cię Senpai, ale śpieszę się. -Idź, ja tu jeszcze trochę pogram. Do zobaczenia Sakura-chan. -Do widzenia, Senpai. Biegła jak najszybciej potrafiła. Musiała jeszcze zadzwonić do rodziców i poinformować ich o swoich planach na wieczór. Zdziwiła się, kiedy dotarła na swoją posesję, bowiem samochód jej rodziców stał na podjeździe. -Zapomniałam!- jej mama siedziała na kanapie w salonie. Odwróciła się, na apel córki. -Tak skarbie, zapomniałaś. Miałaś wrócić wcześniej, bo jedziemy do babci, do Osaki na weekend. Teraz to już raczej nigdzie nie pojedziemy. Jest za późno. -Mamo, przepraszam, zupełnie wyleciało mi to z głowy. -Przez te skrzypce wiele rzeczy wylatuje ci z tej głowy. Prosiłam cię tylko o pamięć dla babci, a ty co? -Mamo, przecież możemy jechać jutro! Jest długi weekend, idziemy dopiero w środę do szkoły. -I nie mam innego wyjścia. Jedziemy jutro z samego rana, ale obiecaj, że to się więcej nie powtórzy.- jej mama była bardzo podobna do niej samej. Miała cięty charakter, ale była pełna dobroci i wyrozumiałości, mimo pozorów. Miała również zielone oczy. -Dobrze mamo, obiecuję. Czy w związku z tym mogę cię o coś prosić? -Słucham. -Kolega z klasy urządza dzisiaj przyjęcie. Zaprosił mnie. Czy mogę pójść, skoro nie jedziemy do babci? -Zapytaj taty. Jeżeli on się zgodzi, ja też.- no, więc mogła iść. Tato zwykle nie sprzeciwiał się takim sprawom. Chciał, żeby córka była zadowolona z życia. -A gdzie on jest? -W garażu, dłubie przy tej wiertarce. -Dzięki. –pobiegła czym prędzej na dół, do garażu. Jej tato, tak jak mówiła mama, siedział przy swoim ukochanym sprzęcie remontowym, który miał dla niego wartość sentymentalną. -Tato? -Tak, Sakurko? -Czy mogę wyjść dzisiaj wieczorem na przyjęcie do kolegi? -Nie wrócisz zbyt późno? -Tak, jak zwykle. -Nie widzę przeciwwskazań. Idź. -Dziękuję.- pobiegła na górę, aby zdążyć w miarę się ogarnąć. Po kilkunastu minutach była już gotowa. Wyjrzawszy prze okno, zobaczyła czarnowłosego. Wzięła głęboki oddech i wyszła. Na jej widok, zaparło mu dech w piersiach. Była taka piękna, przy tym zupełnie naturalna. Naprawdę, cieszył się, że mimo że to nie prawda, traktują ich jako parę. -Witaj Sasuke. Idziemy? -Tak, chodźmy. A, to dla ciebie.-wręczył jej różę. Uśmiechnęła się do niego. To było takie miłe z jego strony. Zaczynała zmieniać do niego stosunek. Zaczynała dostrzegać zalążek przyjaźni. Gdy zbliżali się do bramy osiedla, Sasuke zauważył swojego brata, idącego w ich stronę. -Czy to nie Itachi-senpai?- zapytała niewinnym głosem. -Tak, to mój wspaniały, starszy brat. Dzisiaj wyjątkowo długo mu zeszło na ćwiczeniach.- w tym czasie temat ich rozmowy, podszedł do nich. -Witajcie. Gdzie się wybieracie? Czyżby randka?- uśmiechnął się do nich. Młodszy Uchiha jedynie przewrócił oczyma. -To nie randka. Idziemy na zabawę do Shikamaru.- odpowiedział. Sakura zarumieniła się. Nie wiedziała, czemu w jego towarzystwie czuła się tak inaczej. Niezręcznie. -Sakura-chan, mam prośbę. Opiekuj się moim bratem. Mam do ciebie zaufanie.- tu popatrzył na Sasuke. Nie mógł uwierzyć, że skierował te słowa do niej. -Dobrze, Senpai. Sasuke, idziemy? -Tak, już. Chodźmy. Na razie, bracie. -Miłej zabawy!- uśmiechnął się pod nosem, po czym skierował się do domu. Ten wieczór miał być dla niego miły. Okazał się najgorszy w jego życiu. Widziała jak coś go trapi. Zaczął być nieobecny po rozmowie z Itachim. Martwiło ją to. Co takiego musiało się stać? Patrzyła jak Temari i Shikamaru, ku jej zdziwieniu, tańczą zawadiacko na małym parkiecie, Hinata i Naruto rozmawiają, Neji uśmiecha się do tej dziewczyny, którą poznała pierwszego dnia w szkole, nazywała się chyba TenTen, kolega Sasuke, Kiba obserwuje jakąś pannę, której jeszcze nie zna… wszyscy spędzali ten czas, tak jak potrafili najlepiej. Tylko oni byli jakby nieobecni. -Sasuke, co się stało? Zachowujesz się tak dziwnie. -Jak? –zapytał z dezorientacją. -No właśnie tak, jak widać. Co się stało? -Mój brat znalazł tą, której szukał…- wyszeptał. -Słucham? -Nie, nic, nie słuchaj mnie. Chodź, przejdźmy się. Shikamaru ma bardzo ładny ogród. Stoi w nim altana. -To chodźmy.- pociągnął ją delikatnie za dłoń. Ku jej zdziwieniu, nie puścił jej, gdy wstała. Trzymał ją, póki nie usiedli w owej altanie. -Rzeczywiście, jest tu bardzo pięknie. Nawet po zmroku. -Prawda? Uwielbiam to miejsce. -Pewnie często przesiadujesz u niego.- zaśmiała się. Znów zniewoliła go swoim uśmiechem. Nie mógł teraz sobie już pozwolić na zatapianie się w nim. Jeżeli to okaże się kolejną pomyłką, będzie najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem. -Sakuro… -Tak? -To zabawne. Znam cię zaledwie kilka dni, a czuję jakbym znał cię już co najmniej połowę swojego życia. Czy to nie dziwne? -Nie wiem. Po prostu, ciesz się z tego, że jesteśmy. Tu i teraz. -Chciałbym, ale boję się, że los, to cholerne przeznaczenie, odepchnie nas od siebie. -Skąd u ciebie takie słowa? Mówisz tak, jakbyś znał przyszłość. -Powiedzmy, że mam już staż. I to całkiem pokaźny. Powiedz mi, czy gdy grasz na skrzypcach, czujesz coś? -Zależy, co przez to rozumiesz. -Ciepło. Czy czujesz je? -Nie wiem. To raczej jest dalekie ciepłu, lecz bliskie mojemu sercu. To tak jak powietrze. Bez niego się nie obejdziesz, ale ciepłe to ono nie jest.- ulżyło mu. Nie wiedział czemu, ale czuł, że to jest kolejne pudło. Tak bardzo chciał w to wierzyć. -Sakuro, możesz mi coś obiecać? -Słucham?
Ann. 13/11/2009 15:19:58 [Powrót] Twoje słowa krytyki :)
|
|||||||